Almanach Prowincjonalny Nowy Jork Podróże

Dlaczego Nowy Jork- pierwsze wrażenia

Nie potrafię sobie przypomnieć dokładnie kiedy myśl o Nowym Jorku zaczęła mnie przyprawiać o ścisk w żołądku i od kiedy widok na Most Brookliński i Manhattan nocą zaczął we mnie wzbudzać jakąś niewytłumaczalną tęsknotę. Nie, to nie dlatego, że przez lata śpiewałam dziesiątki razy „New York, New York”. Po prostu zaczęłam to czuć. Było to o tyle dziwne, że pozostałe miasta z wieżowcami nie należą raczej do moich ulubieńców. Ja- zakochana w Krakowie i wzgórzach Toskanii, nieśpiesznym dniu, ciszy, małych, romantycznych uliczkach zaczynam czuć coś niewytłumaczalnie ssącego we wnętrzu, kiedy widzę Nowy Jork w filmie, na zdjęciach, kiedy ktoś mówi mi, że tam był. W Nowym Jorku zaczęło mnie przyciągać wszystko: wyobrażałam go sobie jak tętni muzyką, myślałam o jazzie, wspaniałych głosach, Central Parku, 5 Alei, Brooklynie. Nie pamiętam już dokładnie kiedy, ale od paru dobrych lat, zaczęłam marzyć o podróży do Nowego Jorku. W moim domowym studiu, gdzie nagrywałam większość wokali na płytę „33 1/2” naprzeciwko dźwiękoszczelnej szyby na przeciwległej ścianie zawisł czarno-biały obraz z Mostem Brooklińskim. Każdy dźwięk nagrywałam patrząc na niego.

brooklyn-bridge-b-w-i6977

Było to jednak klasyczne marzenie, nie bardzo wierzyłam, że kiedykolwiek się spełni, a już na pewno, że spełni się tak szybko. Posiadanie tego marzenia było zresztą dosyć karkołomne biorąc pod uwagę, że bardzo boję się latać i nie latałam, od kiedy mój pierwszy syn pojawił się na świecie, czyli od ponad 8 lat. Nie odważyłabym się na ten krok, gdyby nie namowy i decyzja mojego męża, a właściwie jego prezent na naszą 10 rocznicę ślubu. Tu jeszcze muszę zdradzić jeden szczegół, kiedy jeszcze się wahałam, z odpowiedzią przyszedł mi Bóg (pocieszam się, że śp. ks. Jan Kaczkowski też tak miał, często czuł wskazówki opatrzności w podpowiedziach radiowych), wracałam z pracy jadąc przez Most Zamkowy i rozmyślałam: lecieć, czy nie lecieć, stanęłam na czerwonym świetle i nagle w radiu usłyszałam piosenkę „New York” Palomy Faith. Wiedziałam, że to moja odpowiedź, po powrocie do domu powiedziałam mężowi, że lecimy.

I tak zaczęły się przygotowania do naszej wyprawy, bo tak ją traktowaliśmy. Trwające wiele miesięcy- początkowo lektura, lektura i jeszcze raz lektura oraz filmy. Poznawaliśmy historię tego miasta, wybieraliśmy najlepszy miesiąc, by go odwiedzić, pochłanialiśmy setki informacji praktycznych, rad i wskazówek. Później okres formalności, wniosek o wizę, wizyta w konsulacie, wreszcie śniadanie na rynku w Krakowie z błogim uśmiechem posiadaczy amerykańskiej wizy, bo od razu znaliśmy decyzję. W osławionym Matrasie kupiliśmy przewodnik.

20160909_101632

Od początku było jasne, że nie ma mowy o żadnej organizowanej wycieczce, tylko o wyjeździe organizowanym na własną rękę. Ja muszę się poszwendać, żeby poczuć dane miejsce. Od początku było też jasne, że wyjeżdżamy z dziećmi (5 i 7 lat). Wiedziałam, że to, co będziemy widzieć i przeżywać będzie tak silne, że nie będziemy w stanie tego opowiedzieć, przekazać. Chciałam ten zachwyt dzielić z nimi. Poza tym z doświadczenia wiem, że 2, 3 dni do maksymalny czas, jaki mogę być bez nich. Wiedziałam, że tęsknota odebrałaby mi radość cieszenia się z wyjazdu. To spotkało się ze sporym zaskoczeniem otoczenia i radami, aby jednak dzieci nie brać, co z kolei dziwiło mnie.

 20161012_092952 20161012_173827

Na lotnisku im. Fryderyka Chopina w Warszawie i ponad 7.000 km później

Bardzo cenny okazał się dla nas popularny blog Polki mieszkającej w Nowym Jorku: littletownshoes (i znowu piosenka), z którego bardzo wiele skorzystaliśmy. Do tego stopnia, że po miesiącach czytania go i planowania zwiedzania doczytaliśmy, że Magda jest również przewodnikiem w Nowy Jorku, takim indywidualnym, bardziej kompanem, znajomym pokazującym Nowy Jork. I tak zdecydowaliśmy się rozpocząć poznawanie miasta z nią, a po 3 dniach zaczęliśmy zwiedzać Nowy Jork sami. To był strzał w 10.

20161015_123703 img_3325

Z Magdą Muszyńską-Chafitz, autorką bloga littletownshoes.com w High Line Park i West Village 

Przede wszystkim potwierdzam, że jesień to najpiękniejsza pora roku na podróż do Nowego Jorku. To jest taki filmowy Nowy Jork. Nie jest już upalnie i duszno jak latem, ale wciąż bardzo ciepło. W październiku liście dopiero zaczynają się żółcić, nie ma jeszcze w pełni jesiennej aury, ale w większości jest piękna pogoda. Kolory jesieni w pełni można zobaczyć dopiero w listopadzie. W moich wspomnieniach, Nowy Jork widzę prześwitujący w słońcu, jasny, piękny.

img_3668 img_3667

img_4165 img_3657

img_3835  img_3566

20161018_180646 20161018_151356

Jesień w Nowym Jorku

Na początku, tym bardziej podróżując z dziećmi- wyobrażaliśmy sobie, że miasto jest niebezpieczne, ogromne, zatłoczone. Bardzo szybko zaczęliśmy weryfikować i te wyobrażenia i większość stereotypów. Przede wszystkim Nowy Jork od pierwszych chwil zaczął się okazywać bardzo przyjazny. To na lotnisku JFK, kiedy czarnoskóra amerykańska urzędniczka pomagała nam skanować wizy i robić zdjęcia na stanowisku, które było samoobsługowe, ukułam powiedzenie, że uśmiech to najbardziej uniwersalny język świata. Możesz nic nie rozumieć, a z samego wyrazu twarzy wyczytasz intencje i to, czy ktoś jest gotowy Ci pomóc. Urzędnik imigracyjny, który wydaje ostateczne pozwolenie na wjazd do Ameryki, który miał prowadzić osławioną nieprzyjemną rozmowę, z uśmiechem (!) po prostu z nami porozmawiał może 2 minuty, jaki jest cel naszego pobytu, jak długo chcemy zostać w Ameryce, wszystko było uprzejme, bez cienia wyższości.

20161019_093236

Kwintesencja amerykańskiego myślenia

Pierwszy oddech, pierwszy krok na „amerykańskiej ziemi”, która dla tak wielu Polaków w przeszłości była ziemią obiecaną, miejscem ciężkiej pracy i nadziei na lepsze życie. Cieszyliśmy się jak dzieci, pierwsza podróż żółtą taksówką i pierwsza panorama Manhattanu krótko po zachodzie słońca. Już wiedziałam, że po powrocie nic nie będzie takie samo.

img_2914

Po prostu szczęśliwi

Zdecydowaliśmy się na mieszkanie na Manhattanie, w dzielnicy East Village, nie na hotel. Budynek z portierem i taras na dachu (bardzo popularne w Nowym Jorku rozwiązanie) z obłędnym widokiem na cały Manhattan.

20161018_100031 img_3778

dsc_0301b dsc_0893b

Widok z naszego dachu na Dolny i Górny Manhattan

Jet lag nie dał się nam tak mocno we znaki, a następnego dnia obudziło nas życie ulicy: permanentnie jeżdżące na sygnale karetki, straże pożarne, policja, ten dźwięk praktycznie nie milknie w Nowym Jorku, do tego ogromne samochody, cudne szkolne autobusy, żółte taksówki.

20161013_065610 20161013_072020

Pierwszy poranek i widok na Lower East Side i Downtown z naszego mieszkania

20161016_120214

Wszechobecne żółte taksówki

(…). Po pierwsze zaskoczyło nas, że nie ma takich wielkich tłumów (oczywiście poza Times Square, gdzie płynie rzeka ludzi), np. w miejscu pomników Memorial 9/11 po ataku na World Trade Center. Chodząc (…) chłonęliśmy wszystkie opowieści Magdy: historię miasta i opowieści o życiu w Nowym Jorku.

img_2958 img_3039 dsc_0741b

Bardzo dużo chodziliśmy, Nowy Jork powinno się poznawać na nogach.

W metrze od pierwszego dnia przeżywaliśmy szok: tam powszechnie ustępuje się miejsca dzieciom, również później często mnie. Okazało się, że spotykani ludzie są niezwykle przyjaźni, mili, pomocni. Kiedy przez chwilę rozglądaliśmy się, ktoś do nas od razu podchodził, za pierwszym razem nieufny Polak- podejrzliwe myśli- tymczasem pytali czego szukamy, gdzie chcemy dojść…Na każdym kroku spotykaliśmy się z życzliwością. Przestałam się śmiać z amerykańskiego „Keep smiling”. Okazało się, że to powiedzonko nie jest puste, oznacza, że nie wyżywam się na innych za to, że jestem zmęczony, zapracowany, że nie odburkuję, nie chodzę z nosem na kwintę. Z pewnością nowojorczycy mają takie problemy jak i my, też borykają się z codziennością, ale mimo to- są mili, po prostu. Każdy- od urzędnika, po sprzątacza, portiera, sprzedawcę- zaraz po powitaniu zadaje Ci sławne pytanie- „Jak się czujesz, jak Ci leci?”, zagajają rozmowę. Zupełnie inna mentalność. To była niezwykle cenna lekcja.

dsc_0518b dsc_0008b                                   Nowojorskie metro nie jest zbyt czyste, ale jest bardzo bezpieczne i działa całodobowo.20161015_125931

Uśmiechnięci i pomocni policjanci

Kolejnym stereotypem było przekonanie, że na ulicy zobaczymy większość otyłych ludzi. Zupełnie nie, ludzie byli normalni, raczej szczupli, widać bardzo wzrost świadomości zdrowego odżywiania, bardzo dużo zdrowego jedzenia, na lunch królują sałatki, a nie fast foody, oczywiście na każdym krok na ulicy można kupić hot-doga (nam nie smakował, naszym dzieciom tak, a nigdy wcześniej nie jedli hot-dogów), ale większość jedzenia jest pełnowartościowa, nie ma tam typowych obiadów, ale za to wołowina- wspaniała, na wiele sposobów, oczywiście burgery, ale też np. pastrami, czyli kanapka z cienkimi plastrami obłędnej, rozpływającej się w ustach wołowiny, (…)., bajgle. Jest wiele sklepów, z ekologiczną, organiczną żywnością.

20161017_124946

Kolejka do wspaniałych sałatek Chop’t

Z drugiej strony fakt- Nowy Jork jest brudny, widać sporo śmieci, ale jak to powiedziała nam Magda: zajęło jej 2 lata, by zrozumieć, o co w tym chodzi… Nowy Jork daje nieprawdopodobne poczucie wolności. Ilość nacji, różnorodności, która tam razem funkcjonuje jest możliwa dzięki tolerancji, którą się tam czuje.

dsc_0672b

Niecodzienny widok dla Europejczyka. Śmieci przygotowane na chodniku do zabrania przez śmieciarki.

Powiem szczerze, że ten rozgardiasz zupełnie nam nie przeszkadzał, wpisywał się w niewymuszony klimat tego miasta, poza tym Nowy Jork bardzo dużo daje od siebie w zamian.

dsc_0865b

Widok na Most Brookliński absolutnie wyjątkowy i niezapomniany.

img_3234 img_3210

Bardzo szybko miasto stało się dla nas dużo bardziej oswojone, szybko nauczyliśmy się poruszać metrem. Nim się obejrzeliśmy chodziliśmy swobodnie po ulicach, zapatrzeni, zachwyceni. Wieczorem padaliśmy z nóg, zwiedzaliśmy 8-10 godzin dziennie. Bywało, że dzieci czasem marudziły, ale niezwykle dzielnie dotrzymali nam kroku, wiele w Nowym Jorku się im podobało, jest wiele atrakcji i ciekawych rzeczy dla dzieci. (…).

img_3946 img_3945

Na kilka dni wróciło w Nowym Jorku lato i temperatury rzędu 27-30 stopni. Ochłoda w fontannie w Battery Park.

Podpisuję się pod słowami Martyny Wojciechowskiej: „podróże mają magiczną moc uzdrawiania duszy i zdecydowanie pomagają zdystansować się do problemów dnia codziennego. Nie rozwiązują ich bezpośrednio, jednak pomagają przewartościować i spojrzeć na nie jakby z drugiego brzegu rzeki.” Spełniło się moje wielkie marzenie, była to podróż mojego życia, ale zmieniło się też moje myślenie, nastawienie, noszę w sobie cały czas to światło, radość. Nowy Jork mnie nie rozczarował. Myślę, że może się tak stać, kiedy odwiedza się go na kilka dni. Spotkałam się z takimi głosami. Jeżeli jednak wyruszasz w swoją podróż, gdzieś głębiej, przystaniesz, zatrzymasz się, zboczysz ze szlaku- pokazuje nietypowe, spokojne, nieznane, urokliwe oblicze. Potwierdzam też, że to miasto ma niesamowitą pozytywną energię, która jest uzależniająca. Jak z mojej wyobraźni- Nowy Jork tętni muzyką, jazzem, wspaniałymi głosami… I mimo że tam byłam, bardzo szybko po powrocie widok na Most Brookliński i Manhattan nocą nadal wzbudza już inną, ale jednak- tęsknotę.

Powyższy tekst jest częścią mojej publikacji „Z dziennika”, która ukaże się w najnowszym numerze Almanachu Prowincjonlnego nr 24, którego promocja odbędzie się 26 listopada 2016 roku.

1 Comment

  • Joanna

    Opowowieści w domu były fascynujące i radość wasza tym pobytem a czytając Twoje wspomnienia ponownie tam „wróciłam ” i bardzo mi się podobało 🙂 Z zachwytem również pomarzyć teraz mogę!

    Reply

Leave a Reply